piątek, 27 października 2017

Poranna kawa w kantynie


  Poranna kawa w kantynie.     

               Jak co rano przekraczam próg zakładu odbijając wcześniej swoją kartę z nazwiskiem w maszynie przed wejściem. Zanim trafię na swoje stanowisko, zachodzę jeszcze do kantyny napić sie kawy, posiedzieć, nastawić się na dzień pracy.Tu jest już jak zwykle w tej samej zadumanej pozie mój kolega A.Siedzi w oddali z nogą założoną na nogę i nerwowo zerka raz to na zegar to za szybę przez, którą widać zakładowy parking  świdrując wzrokiem inne ciekawostki dziejące się za oknem.W nawyku ma już dodatkowe trzy łyżeczki cukru, które dosypuje do swojego kubka z kawą z maszyny.Jest za dziesięć ósma.Przysiadam się.Zwykle rozmawiamy o filmie, wymieniamy szybkie, trywialne treści odnośnie weekendowej ramówki telewizyjnej oraz czemu Orson Welles nakrecił o jeden film zbyt mało i czemu jego kariera potoczyła się tą,a nie inną drogą.Dziś jednak, kolega A poruszony jest wyjątkowo kwestią szeroko głośną ostatnio w mediach.Z jego twarzy można wyczytać głębokie zaniepokojenie brexitem, który ma się wkrótce stać faktem.Co będzie potem?Jak wiele zakładów upadnie?Jak wielu ludzi straci pracę?No i najważniejsze; czy on sam wyjdzie z tego cało i bez szwanku?
                - Ej,Chris - zagaduje mnie jakby wszystko to o czym mówimy było objęte klauzulą poufności najwyższego stopnia.- Miałem kumpla - mówi ściszonym głosem, przewracając oczami szukając jakby pluskwy, schowanych za kontuarem przyczajonych patrzących oczu. Zniża głos by się nie zdradzić, nie narazić komuś, by nie musieć być osądzonym, napiętnowanym za to co zaraz powie. Z Afryki,był,No wiesz murzyn, rozumiesz?-tłumaczy mi jakbym nadal nie rozumiał. On nie lubił białych, wróżył nam szybki koniec.Mówil,że czarni wykończą białych pewnego dnia, już niedługo.Widzę już po jego minie i nerwowym zachowaniu jak przy okazji tematu brexitu wychodzą na powierzchnie inne jego lęki, długo skrywane, schowane, tłamszone:ksenofobia, nietolerancja, strach przed niepewną przyszlością i inne.Nic się nie zmienia.Znam go tyle lat.
              Jest za pięć ósma. Kolega A przekłada nogę za nogę, poprawia się na krześle, dosypuje jeszcze lyżeczkę cukru do kawy i ciągnie dalej:
             - Gdy go zapytałem, no wiesz tego murzyna- mówi- jak oni chcą to zrobić znaczy wykończyć nas, białych, odparł wskazując na słoiczek z cukrem, który nosi za pazuchą (w razie by kawa z automatu była niewystarczająco słodka).Tym właśnie, cukrem- trumfalnie wskazuje na swój trzymany w dłoni - I on ma rację, wiesz Chris?Pociągnął łyk kawy po czym wypalił z krzesła wyrzucony prawdopodobnie wysokim ładunkiem glukozy we krwi po dawce, którą sobie zprezentował i zaraz znalazł się znów przy automacie.Murzyni - ciągnie dalej konspiracyjnie - kontrolują cukier na świecie. W Afryce są potężne plantacje cukru,zasypią nas ,zobaczysz,zasypią, wykończą- denerwuje się.Rozgląda nieufnie i zerka wokół czy ,aby za stołem ustawionym na środku pomieszczenia nie siedzi ktoś i nie podsłuchuje, nie notuje tego co on mówi. Za chwilę w jego dłoni pojawia się nowy dymiący kubeczek.Automat wydaje resztę. Zerka na mnie porozumiewawczo po czym ściszonym głosem dodaje:
                     -Nie lubie czarnych.Krzywi się.
                  -Czarnych kaw? – pytaniem, obracam to niejako w żart,bo wiem co ma na myśli. Jakby chcąc rozładować, ugłaskać jego rasistowskie nastawienie podsycane lękiem i trwogą o jutro.Uśmiecha się w odpowiedzi porozumiewawczo mrużąc oczy i dosypując sobie do nowej kawy jeszcze trzy dodatkowe łyżeczki cukru ze słoiczka zza pazuchy po czym wychodzi z kantyny.


Koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz