piątek, 30 czerwca 2017

Lipiec

Dawniej, nim sie urodzilem dziadka wielkim hobby byl Junak,motor,ktoremu poswiecal kazda wolna chwile.Tu na przejazdzce z babcia w scenerii Silniczki,wsi w centralnej polsce, miejscem spedzania kazdych moich dzieciecych wakacji,radosnych i beztroskich...Dziadka motor,ale wiadomo,na kogo spadla odpowiedzialnosc sterowania.Jak w zyciu.

poniedziałek, 29 maja 2017

idzie czerwiec...

Szkoda,ze nie ujalem kamienia upamietniajacego 40lecie PRL,ktory znajdowal sie po lewej stronie.PRL sie skonczyl, a o ile mi wiadomo, kamien nadal tam stoi wsrod wysokiej trawy i krzakow, zreszta tak jak kiedys kiedy jeszcze chodzilem do podstawowki.

piątek, 26 maja 2017

"Bez polskich znakow" czyli teksty na bezdrozach..(w podrozy)


  Podroze.

  Podroz znaczy wyjechac, zmienic fizycznie swoje miejsce. Znaczy nie byc w tym 
samym miejscu caly czas. Osiagac pewne punkty na swojej drodze. Co dzien kolejne 
doswiadczenie z przemierzonej drogi wypelniaja czlowieka jak farba wypelnia biale 
plotno, az obraz bedzie skonczony.
     Mozna tak zyc w podrozy, choc niektorzy mowia, ze zycie w miejscu to tez 
podroz. Rano wstac, owsianka, papieros, kawa, a potem na 8h 
zmiane do roboty, gnac w te pedy. Niby podroz, ale jednak jednostajna i nudna jak isc 
na piechote przez pustynie, gdzie oaza z woda trafia sie raz na jakis czas.
     Posiadac rodzine, to tez podroz. Patrzec jak dzieciaki rosna, wspaniale.Odrabiac z 
nimi lekcje,chodzic na wywiadowki, klocic sie z zona, znudzic sie soba, pelno zakretow 
niespodziewanych, na miejscu, ale jednak w podrozy...zycia.
     U mnie bardziej przyziemnie,choc podroz jest dla mnie szalenie wazna.Zmiana 
miejsca, naladowanie baterii. Zapomnienie na chwile. Ale jest tez inna podroz. Ta 
zwiazana ze sztuka, ktora uprawiam. Mam tyle pomyslow, ze nieraz zbyt szybko 
koncze obraz, bo czeka juz nowy projekt na zrealizowanie. Tydzien gora dwa i uznaje 
go za skonczony, choc nie jest. Ostatnio przeciagnalem sprawe. No, bo po co sie 
spieszyc?Skupialem sie na poszczegolnych elementach kadru. Tu domalowalem 
elementy balkonu czy dopracowalem sylwetke samochodu na parkingu. Byle sie tylko 
nie spieszyc. Jednego dnia dodalem wiecej , drugiego dnia mniej, ale krok po kroku 
wychodzilo cos spod pedzla. I to jest ta moja podroz .Widze biale plotno na poczatku 
choc nie przeraza mnie tak jak malarze zwykli mowic o poczatkowej fazie prac nad 
obrazem, gdy widza pustke.Mam szkic na nim  i ogolny zarys w glowie,ale nie wiem 
gdzie mnie to zaprowadzi bo moze pojde w innym kierunku. Mial byc zachod slonca 
ale zrobie wschod, albo srodek nocy. Ulica miasta w srodku nocy , lekka mrzawka i 
blask ksiezyca rzucajacy swiatlo na budynki. No tak, ale mial byc wschod slonca bez 
ksiezyca z postaciami przechadzajacymi sie chodnikiem. Zupelnie jak w podrozy z 
plecakiem.Czasem wybieram droge na skroty,czasem dluzsza i bardziej wyboista, ale 
ukazujaca ladniejszy krajobraz.
       Gdy te etapy przychodza i pojawia sie spontanicznie cos nowego czego nie 
planowalem okazuje sie, ze to tez jest swego rodzaju podroz. Bo, gdy koncze po kilku 
miesiacach to tesknie i wspominam te moje zakrety w procesie tworzenia, malowania 
,a gdy przede mna stoi nowe biale plotno zdaje sobie sprawe ze znow czeka mnie 
podroz i znowu czuje jakis niepokoj pozytywny, bo niby mam zarys, koncepcje i 
ksztalt, ale jak sie zmieni w czasie, tego nie wiem.Zupelnie podobnie jak gdy pakuje 
plecak przed wyjazdem.A potem juz w podrozy nie wiem ktora droga pojde i gdzie 
mnie zawiedzie.   
Maldon, maj2017r.

x

piątek, 19 maja 2017

Przypadki Ireny w ZK.


Zeszyty Komiksowe - 23 - (maj 2017) Tekst i obraz 



Dzis na festiwalu ''Komiksowa Warszawa" miala miejsce premiera najnowaszego numeru "Zeszytow Komiksowych", w ktorym to numerze mozna bylo  znalezc dwa odcinki z przypadkami Babci Ireny mojego autorstwa.







środa, 17 maja 2017